Tales of Phantasia – dobre i niedocenione jRPG

Tales of Phantasia – dobre i niedocenione jRPG

Witam serdecznie. Pewnie wiele z Was jak tylko słyszy „jRPG” to od razu ma w głowie takie gry jak seria Final Fantasy, Chrono Trigger, Dragon Quest, bądź jeszcze inne gry ze stajni Square Enix. Jednak tenże gatunek ma naprawdę wiele innych gier do zaoferowania, a wiele z nich nigdy nie opuściło granic Japonii. W tym wpisie chciałbym przybliżyć Wam serię Tales of, a dokładniej jej pierwszą część, czyli Tales of Phantasia wydanej w 1995 roku na konsolę Super Famicon, oraz w 1998 na pierwsze Playstation.



Niestety, ale wówczas gra nie uzyskała dużej popularności. W tym samym roku wyszło również kultowe i ponadczasowe Chrono Trigger, które zdecydowanie częściej było wybierane na prezent świąteczny (Tales of Phantasia ukazało się tuż przed świętami). Mało tego, gra nie została oficjalnie przetłumaczona i wydana za granicą, przez co trzeba było czekać lata zanim można było w nią zagrać w zrozumiałym przez nas języku. Oficjalnie ukazała się dopiero w 2006 roku na Gameboya Advance, oraz w 2014 na telefony z iOS-em. Na szczęście w Tales of Phantasia mogliśmy zagrać dużo wcześniej, a to dzięki pracy ekipy „Dejap Translation”, która w 2001 przetłumaczyła wersję na SNES’a. W 2007 ukazało się również tłumaczenie wersji na PSX, a w 2012 jego poprawiona wersja. Jeśli natomiast nie przepadacie również za angielskim, to w 2009 roku wyszło spolszczenie autorstwa Mziaba. 🙂

Dobra, pora powiedzieć coś w końcu o samej grze. Fakty może są ważne, ale suche. Na pierwszy rzut oka gra nie wyróżnia się od innych przedstawicieli swojego gatunku z tego okresu – sterujemy drużyną herosów, oraz podróżujemy po świecie, by pokonać „tego złego”. Bohaterem gry jest młody chłopak o imieniu Cless, który wraz ze swoim przyjacielem łucznikiem o imieniu Chester, udają się na polowanie. W między czasie, wioska w której mieszkają zostaje napadnięta przez rządnego krwi rycerza, który zabija wszystkich jej mieszkańców, w tym rodziców obojga bohaterów. Obaj bohaterowie poprzysięgają zemstę, przez co z czasem przeradza się w coś dużo większego. Fabuła chociaż nieco sztampowa to jednak jest długa i dosyć rozbudowana jak na grę z czasów SNES’a, a motyw podróży w czasie jeszcze bardziej ją wzbogaca. Dlatego też nie zdradzę jej więcej i zachęcam, by poznać ją osobiście. W czasie gry natrafimy zarówno na sceny humorystyczne jak i komediowe, przez co grając ani razu nie narzekałem na nudę. Historia opowiedziana w tejże produkcji jest mroczna i utrzymana w stylistyce typowego fantasy – czego niestety nie mogę powiedzieć o następnych częściach serii, gdyż każda następna szła w stronę bardziej „japońskiego” fantasy. Podsumowując – pod względem fabularnym Tales of Phantasia Ameryki nie odkryła, ale opowieść jest dobrze napisana i wciąga.

Gra podzielona jest na trzy części – pierwszy dzieje się w teraźniejszości, drugi w przeszłości, a trzeci w przyszłości. Teraźniejszość to tylko prolog gry i nie jest on za długi, jednak dobrze pozwala nam zapoznać się ze światem i całą sytuacją w której znaleźli się sami bohaterowie. Druga część (za sprawą wspomnianych podróży w czasie) rozgrywa się w przeszłości i jest przy tym najdłuższa. To właśnie w niej spędzimy najwięcej czasu. Natomiast w części trzeciej gra stawia głównie na otwartość świata – niestety końcówkę gry oceniam trochę gorzej, gdyż tutaj nie raz nie wiedziałem gdzie iść i bez poradnika byłoby mi ciężko ukończyć grę, jednak na szczęście zadania poboczne rekompensują tą niedogodność. 😉

To co wyróżnia serię Tales of jest natomiast system walki. W grach z tego gatunku (szczególnie w latach dziewięćdziesiątych) spotykamy się najczęściej z systemem turowym. Tutaj zastosowano walkę w czasie rzeczywistym – w jej trakcie sterujemy tylko naszym bohaterem atakując za pomocą miecza, oraz posiadanych technik. Reszta członków drużyny wykonuje swoje akcje automatycznie, jednak możemy kazać im użyć wybranej przez nas umiejętności, oraz wybrać których mają używać. System nieco przypomina ten z bijatyk 2D z tego okresu, chociaż brakuje mu responsywności (chociaż to częściowo naprawiła wersja na PSX’a, co opiszę niżej). To co jeszcze odróżnia Tales of Phantasia od gier Square jest wyważenie poziomu trudności. Na raz możemy mieć max 15 sztuk danego przedmiotu, w tym tych przywracających HP i TP, a losowe walki zdarzają się częściej niż w następnych częściach serii. Chociaż grę ukończyłem bez problemu to w pewnych momentach było ciężko. Szczególnie w niższych poziomach kopalni Moria – najtrudniejszy dungeon w grze, tylko dla doświadczonej i dobrze wyposażonej drużyny. Ciekawą mechaniką jest również system żywności. W grze posiadamy worek na jedzenie, który możemy wypełniać poprzez zakupy w sklepie, znajdowanie w skrzyniach, oraz pokonując niektórych wrogów. Jeśli worek jest wypełniony to chodząc przywracana jest nam część utraconego przez nas zdrowia. W początkowych fazach rozgrywki nie musimy za bardzo zaprzątać sobie nim głowy, jednak im dalej tym bardziej nam się on przydaje i naprawdę ułatwia zwiedzanie coraz to trudniejszych lochów.

Jeśli natomiast chodzi o oprawę audiowizualną… Jak na grę na SNES’a prezentuje się całkiem ładnie, jednak niewiele wcześniej wyszedł dużo ładniejszy i bardziej szczegółowy Chrono Trigger. Grafika została poprawiona w wersji w na Playstation – na uwagę zasługują głównie ładniejsze sprite’y postaci, oraz trójwymiarowa mapa świata. Co ciekawe mamy tu drobne urozmaicenia graficzne jak np. odbicia w wodzie i w lustrze (RTX ON!), a same walki wyglądają efektownie. W przypadku dźwięku podobają mi się odgłosy postaci wypowiadane w czasie walki, które wypowiadają np. w czasie rzucania jakiegoś zaklęcia. Jeśli chodzi o muzykę… Square to to nie jest, ale i tak jest dobrze. Utwory może nie zapadają w pamięć jak kompozycje Nobuo Uematsu, to jednak od czasu do czasu zdarzyło mi się nucić jakąś melodię z gry. Poniżej jeden z moich ulubionych. 😉



Podsumowując. Polecam tą grę każdemu fanowi jRPG, szczególnie tym, którzy ograli już wszystkie odsłony Final Fantasy, a Chrono Trigger znają na pamięć. Może nie jest to gra bez wad, ale jest porządnym przedstawicielem swojego gatunku. Serię na pewno wyróżnia system walki, który co prawda w następnych częściach został usprawniony i rozbudowany to jednak sprawdza się on już w części pierwszej. Pamiętam, że było wiele narzekań na ten w Final Fantasy XV – uważam, że Square Enix powinno się wzorować właśnie na serii Tales of, jeśli chce iść w tym kierunku. Osobiście polecam zapoznać się zarówno z Tales of Phantasia, jak i z następnymi częściami, nawet jeśli każda następna poszła w stronę bardziej „japońskiego” fantasy. Dodam jeszcze, że powstała jeszcze adaptacja anime tejże gry. Została ona wykonana dobrze, jednak cała fabuła gry została upchnięta w 4 krótkie odcinki OVA. Osobiście polecam wpierw zagrać w grę, by w pełni doświadczyć historii, a dopiero potem sięgnąć po anime.

Na zakończenie chciałbym omówić poszczególne wydania gry i po które najlepiej sięgnąć. Jeśli chcielibyście ograć grę w języku polskim to wersja na Super Famicona otrzymała spolszczenie autorstwa Mziaba. Tłumaczenie jest wykonane bardzo porządnie, oraz zawiera polskie znaki. 😀

Mały easter egg od twórcy spolszczenia. 😉

Jeśli natomiast nie przeszkadza Wam granie w języku angielskim to polecam zagrać w odświeżoną edycję na konsolę Playstation, gdyż posiada kilka naprawdę kilka fajnych usprawnień. Fabuła pozostała bez większych zmian, jednak dzięki temu, że gra została w dużej mierze przeniesiona na silnik drugiej części (czyli Tales of Destiny) gra się przyjemniej. Oto przykładowe zmiany:

  • Ładniejsza i bardziej szczegółowa grafika (szczególnie sprite’y postaci)
  • Lepszej jakości muzyka i efekty dźwiękowe
  • Więcej dialogów i scenek fabularnych
  • Więcej zadań pobocznych
  • Mapa świata jest w 3D
  • Nieco usprawniony system walki (na wzór tego z Tales of Destiny)
  • Dodany system gotowania (w oryginale można było samemu ugotować tylko oden i tylko w wiosce ninja)
  • Bardziej rozbudowany system tytułów/klas – wcześniej tylko główny bohater mógł zdobywać nowe tytuły, a teraz mogą wszystkie pozostałe postacie; nowe tytuły zdobywamy w trakcie postępów fabuły i wykonując zdania poboczne
  • Nowe intro wykonane w stylistyce anime
  • W walce można kontrolować inne postacie
  • Chester jest bardziej użyteczny – dostał wiele nowych umiejętności, gdyż w wersji SNES umiał tylko atakować z łuku
  • Nowy opcjonalny towarzysz – Suzu (szkoda, że można ją zrekrutować dopiero w przyszłości 🙄 )

Osobiście odradzam edycje wydane na urządzenia przenoście. Wersja na GameBoya Advance chociaż zawiera część usprawnień z wersji na Playstation i została jako jedyna wydana oficjalnie na zachodzie to chodzi gorzej nawet od edycji na SNES’a (pomimo obniżenia jakości grafiki i animacji…), oraz dźwięk jest naprawdę słabej jakości (wiem, że GBA nie miał jakiegoś super głośnika, ale nawet na emulatorze jest słaby, a np. Golden Sun radził sobie dużo lepiej w tej kwestii). Jeśli chodzi o wydanie na PSP to cóż… otrzymało pełny dubbing, jednak nigdy nie otrzymało tłumaczenia na język angielski. A od wersji na iOS’a trzymajcie się z daleka. Gra jest niby darmowa, ale za to otrzymała mikrotransakcje, oraz jest na stale ustawiona na najwyższy poziom trudności. Dużo lepiej ściągnąć sobie emulator SNES’a na komórkę. 😛

Dziękuję za przeczytanie powyższego wpisu. Kończąc chciałbym dodać, że zaczynam serię wpisów na tematy takie jak gry, komputery itp. Niedługo planuję również wznowić (ponownie po roku…) moją serię z pierwszej części Wiedźmina, którą prowadzę na YouTube. Chociaż w tym tempie to let’s play z Wiedźmina 3 ukończą moje praprawnuki. 😅

Pozdrawiam.